Wyrok w sprawie rozboju z nożem na poczcie w Krośnie. Oskarżony dobrowolnie poddał się karze. Wyrok: 4 lata więzienia

Ewa Gorczyca
Ewa Gorczyca
Ewa Gorczyca
Marek A. sam zaproponował karę dla siebie za usiłowanie rozboju na Poczcie Głównej w Krośnie. 59-latek, który nożem groził pracownicy, żądając pieniędzy, usłyszał wyrok 4 lat pozbawienia wolności. Skończyło się na jednej rozprawie.

Sędzia Artur Lipiński podkreślił, że ustalenia w tej sprawie nie budziły żadnych wątpliwości. – Rzadko się zdarza, by przestępstwo od początku do końca zostało zarejestrowane. A tak właśnie było w tej sprawie, dysponowaliśmy nagraniem z monitoringu – powiedział sędzia.

Wydarzenia, które zaprowadziły 59-letniego Marka A. na ławę oskarżonych w Sądzie Okręgowym w Krośnie rozegrały się 1 lipca na Poczcie Głównej przy ul. Podwale w Krośnie. Rano do sali obsługi klientów wszedł mężczyzna. Podszedł do jednego z okienek. Wyciągnął nóż i zażądał od pracownicy urzędu wszystkich pieniędzy.

Rozbój z nożem

Kobieta miała w kasie ok. 3 tysięcy złotych. Jednak nie wydała napastnikowi gotówki. Uciekła, wzywając ochronę. Mężczyzna został szybko obezwładniony. Nie stawiał oporu: podczas interwencji zasłabł i upadł na podłogę. Zabrała go karetka pogotowia, ale lekarz stwierdził, że nic poważnego mu nie dolega.

Napastnik został zatrzymany a sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu.

Marek A. od razu przyznał się do winy. Potwierdził, że rozboju usiłował dokonać sam, nikt mu tego pomysłu nie podsunął ani też nikt mu nie pomagał. Nóż (wojskowy niezbędnik) był jego własnością.

– Jestem chory psychicznie i to jest jedyne, co mam na swoje usprawiedliwienie – stwierdził podczas pierwszego przesłuchania.

Podczas kolejnych wyjaśnień dodał, że powodem dokonania rozboju było to, że chciał zdobyć pieniądze, były mu potrzebne na życie. – Nie udało mi się zrealizować zamiaru, bo jestem chory psychicznie – powtórzył.

Wyrok bez procesu

Te wyjaśnienia odczytał sędzia podczas pierwszej rozprawy, bo Marek A. nie chciał ich składać ponownie. – To, co miałem do powiedzenia, powiedziałem w śledztwie – stwierdził. Zgodził się odpowiadać na pytania sądu, prokuratora i swojego obrońcy.

Mężczyzna tłumaczył, dlaczego znalazł się w trudniej sytuacji życiowej i finansowej. Z powodu uzależnienia od alkoholu przebywał przez 2,5 roku w ośrodku terapeutycznym. Jego małżeństwo się rozpadło, zmuszony był szukać mieszkania. Stracił też pracę w zakładzie, w którym przepracował 25 lat. W 2017 roku przeszedł dwa poważne wypadki. Ich skutkiem były poważne obrażenia, m.in. potrzaskana miednica i złamanie kręgosłupa.

- Jechałem samochodem po serpentynach w Czarnorzekach i nagle straciłem orientację – opowiadał Marek A. podczas rozprawy.
Zrelacjonował też, jak doszło do kolejnego wypadku: upadku z mostu w dzielnicy Suchodół. – To było po moim wyjściu ze szpitala. Byłem nafaszerowany lekami, Chodziłem po ulicach, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje.

Oskarżony dodał, że zdaniem lekarzy te wypadki były próbami samobójczymi. Dlatego swoje zachowanie na poczcie także tłumaczył stanem psychicznym.

Marek A. wyjaśniał, że potrzebował pieniędzy. Po wypadkach dostał rentę ( ok. 1300 złotych na rękę) ale ona nie wystarczała mu na życie. Miał do spłacenia duże zadłużenie w banku.

Sędzia pytał co się stało z pieniędzmi z kredytów. Marek A. stwierdził, że szybko się rozchodziły.
- Kupiłem sprzęt komputerowy, samochód, ubrania, wynająłem mieszkanie – wyliczał. – Do lutego płaciłem też alimenty na młodszą córkę.
Tłumaczył też, że ma kosztowne nałogi.

– Papierosy są bardzo drogie. Można na nie wydać nawet tysiąc złotych miesięcznie. Do tego dochodzi alkohol – wyjaśniał.

Oskarżony tłumaczył, że samochód był mu potrzebny, bo po wypadkach miał problemy z poruszaniem się.

- Miałem plany, że stanę na nogi. Znalazłem sobie nawet pracę. Ale ogłoszono stan pandemii i wszystko upadło. Ja się całkowicie pogubiłem, nie wiedziałem, co mam zrobić – wyjaśniał 59-latek.

Biegli nie dopatrzyli się u Marka A. choroby psychicznej. 59-latek poprosił o to, by mógł dobrowolnie poddać się karze. Zaproponował dla siebie (za pośrednictwem obrońcy) karę 4 lat pozbawienia wolności.
Poprosił też o zwolnienie z kosztów postępowania.

Taki rozbój to zbrodnia

Na sali sądowej przeprosił pracownicę poczty. Zarówno poszkodowana kobieta, jak i przedstawiciel urzędy pocztowego zgodzili się na taki wymiar kary i powiedzieli, że nie zamierzają wnosić o odszkodowanie. Wymiar kary zaakceptował też prokurator.

Sąd wydał wyrok zgodnie z wnioskiem. Sędzia Artur Lipiński zaznaczył, że polskie prawo surowo traktuje przestępstwo rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Jest to zbrodnia zagrożona karą od 3 do 15 lat więzienia.

– Oskarżony potrzebował pieniędzy i z rozmysłem dokonał rozboju. Skończył się na usiłowaniu, bo pracownica od razu uciekła i wezwała ochronę – podsumował sędzia Artur Lipiński.

Jak opisywał sędzia – Marek A. czekał, aż przy okienku nie będzie innych klientów. Motyw rozboju był finansowy.

- Oskarżony beztrosko wydawał pieniądze, dużą sumę w krótkim czasie – zaznaczył sędzia. – Mam nadzieję, że podczas odbywania kary przemyśli swoje postępowanie.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie