Hubert ze Starej Wsi ma szansę żyć tak, jak inne dzieci. Pomóżmy mu

Ewa Gorczyca
Rodzice Huberta Pelca czuwają przy nim każdej nocy. Bierze ogromne dawki leków, ale i one powoli przestają działać. Jedyną szansą dla ośmiolatka ze Starej Wsi jest operacja mózgu

Hubert Pelc ma niespełna osiem lat. Stara się być pogodnym wesołym chłopcem, dobrym opiekunem dla
półrocznej siostrzyczki Rity. Chciałby uczyć się jak inne dzieci. Ale jego życie od początku naznaczone jest ciężką chorobą. A życie rodziców - bólem, że nie mogą pomóc cierpiącemu synowi i ciągłym strachem, bo każdej nocy może przyjść atak.

Po urodzeniu Huberta lekarze stwierdzili u niego wylew podwyściółkowy, ale uspokajali, że to się zdarza u noworodków i że to nic strasznego. Zalecili kontrolne USG. - Był pod opieką specjalistów, rehabilitacja dawała bardzo dobre efekty - mówi Maria Pelc, mama Huberta ze Starej Wsi

Miał pół roku, gdy przed świętami Bożego Narodzenia wracali do Starej Wsi z konsultacji w Warszawie. Zatrzymali się na stacji benzynowej. Pani Maria karmiła synka piersią, gdy nagle przestał jeść i krzyknął. - Niemal zawył, jakby chciał wyrazić ogromny ból, to było przerażające - opowiada. Wspomnienie tamtej chwili wciąż wywołuje u niej płacz.

Następnego dnia tato zauważył, że Hubert dziwnie „ucieka oczami”. Kolejna wizyta w Centrum Zdrowia Dziecka, wielotygodniowe badania. I diagnoza: padaczka. - Tamten pobyt w szpitalu to był koszmar - wspomina pani Maria. - Kolejne leki nie pomagały. Miał po dziesięć napadów w ciągu doby. Z maluszka, który gaworzył, unosił główkę, stał się dzieckiem, które leżało bez ruchu w łóżeczku. I nagle nastąpił przełom. Jeden z leków zadziałał. Napady ustąpiły. Lekarze mówili: to cud.

Cztery następne lata to był czas nadziei, że choroba zniknęła. Hubert brał lek, nauczył się chodzić, mówić, jeździć na hulajnodze, na rowerku. - Świetnie się rozwijał. Zapisałam go do zerówki. Pisał już proste słowa, potrafił czytać - opowiada mama chłopca.

Była noc, gdy weszła do pokoju synka. Zobaczyła, że ma otwarte usta i oczy, wyprężone ciało. Wyglądało, jakby się dusił. Jeszcze mieli nadzieję, że to nie atak. Ale sytuacja się powtórzyła. Padaczka wróciła. - Dziś leki już nie pomagają. Czuwamy przy nim każdej nocy, bo atak dłuższy niż 20 minut może skończyć się śmiercią. Z rozpaczą patrzymy jak przez chorobę rozwój naszego dziecka się cofa - mówią rodzice.

Polscy specjaliści przekazali im kontakt do Schön Klinik w Monachium. Tato zabrał tam Huberta. Po pierwszej wizycie i badaniach lekarze powiedzieli, że jest szansa, że uda się operacyjnie usunąć ognisko padaczkowe. W styczniu byli umówieni na tygodniowe badanie EEG, niezbędne do precyzyjnego przeprowadzenia operacji.

Potrzeba na nie 39 tys. euro. Nie pojechali, bo nie uzbierali pieniędzy. - Czujemy się bezsilni, pragniemy pomóc synkowi, ale sami nie damy rady.

Wsparcie finansowe można przekazać przez stronę: siepomaga.pl/hubertpelc. Zbiórka trwa do 13 maja.
Można też przekazać 1 proc. podatku na konto fundacji „Zdążyć z pomocą”. Należy wpisać: KRS 00 000 37 904 i w rubryce „cel szczegółowy” - 11387 Pelc Hubert

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie