Autor: Kinga Czernichowska

2017-02-24, Aktualizacja: 2017-02-24 12:21

Agnieszka Holland: Politycy są jak myśliwi

24 lutego do kin wchodzi "Pokot" - nowy film Agnieszki Holland, nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem na ostatnim festiwalu w Berlinie. Obraz powstał na podstawie powieści "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk. O tym, czy warto wierzyć w horoskopy, wycince drzew w kraju i o ptakach z połamanymi skrzydłami rozmawiamy z reżyserką Agnieszką Holland.

Główną bohaterką "Pokotu" jest Janina Duszejko, emerytowana inżynier, uwielbiana przez dzieci nauczycielka i wielbicielka astrologii. Pewnego dnia lokalną społecznością wstrząsa tajemnicza zbrodnia. W lesie znaleziony zostaje martwy myśliwy, a jedyne ślady wokół jego ciała to tropy saren. Policja wydaje się bezradna. Wkrótce zaczynają ginąć kolejni myśliwi. Wbrew pozorom "Pokot" nie jest jednak tylko kryminałem. To film przypominający klimatem obrazy Wesa Andersona, a więc po części bajka. To także po trosze film feministyczny, bo jego bohaterki to silne kobiety. Tytułowy pokot to uroczysty obrzęd wieńczący polowanie – myśliwi wykładają wówczas zabite przez siebie zwierzęta i zdają raport z przebiegu łowów.

Spotkałyśmy się ostatnio w 2013 roku przy okazji premiery "Gorejącego krzewu". Już wtedy prace nad scenariuszem do "Pokotu" były na dość zaawansowanym etapie. Dlaczego tak długo musieliśmy czekać na ten film?

Długo to trwało. Powstało wiele wersji scenariusza, ciągle nie byłyśmy z niego w pełni zadowolone (Agnieszka Holland napisała scenariusz wspólnie z Olgą Tokarczuk). Wydawało nam się, że nie jesteśmy w stanie złapać tego, co w powieści było ważne i piękne, ale ulotne. Potem czekało nas pozyskiwanie środków finansowych, sporo czasu poświęciłyśmy na zdjęcia, bo przecież akcja filmu toczy się przez wszystkie cztery pory roku. Kolejnym wyzwaniem była koprodukcja, poszczególne elementy filmu kończyliśmy w pięciu krajach.


© Materiały prasowe

Kadr z filmu "Pokot"

A jak wyglądała Pani współpraca z Olgą Tokarczuk? Wydaje się, że pisarz może mieć obawy co do tego, jak świat wymyślony przez niego zostanie przeniesiony na ekran...

Olga na pewno miała obawy, ale miała też zaufanie. Jest bardzo wielkoduszna. Powieść "Prowadź swój pług przez kości umarłych" to jej dziecko, które oddała na rzecz filmu. Nie wtrącała się, asystowała w procesie jego tworzenia, ale nie ingerowała. Być może było to dla niej trudne.

Wydaje mi się jednak, że kobietom łatwiej jest współpracować, nie ma prawdziwych konfliktów. Są jedynie spory dotyczące tego, co zrobić, by było lepiej. Często pracuję z córką, Kasią Adamik, zresztą ona tworzyła ze mną ten film. I coraz częściej odnoszę również wrażenie, że trudniej taka współpraca przebiega u mężczyzn.
Kobietom nie zależy, by udowodnić, kto ma rację, to są konstruktywne dyskusje, a nie konflikty typu ego. Kobiety, jeżeli są w zgodzie ze sobą, mogą współpracować twórczo dla dobra powstającego dzieła.


To trochę jakbyśmy mówiły o sile kobiet.

Bo nie chodzi o udowadnianie, kto ma rację. U nas ego może służyć czemuś, a nie domagać się władzy.

Wspomniała Pani, że Olga Tokarczuk jest wielkoduszna, ale wielkoduszne są również postacie, które widzimy na ekranie. Duszejko jest silną kobietą, która pomaga podnieść się słabszym osobom, takim jak Dyzio, który choruje na epilepsję.

Dyzio jest do tego trochę autystyczny, ma lekkiego Aspergera. Oprócz niego jest jeszcze Dobra Nowina, która pracuje jako prostytutką. Duszejko miała być taką matką, która zbiera te połamane postacie, jakby ptaki z połamanymi skrzydłami. Pomaga im się wyleczyć, a potem oni ją ratują. "Pokot" to film, będący po części bajką, a trochę opowieścią o ludziach, którzy biorą siłę z siebie nawzajem. Ze swoich słabości. Oni zyskują siłę poprzez empatię.


© Materiały prasowe

Agnieszka Mandat jako Janina Duszejko. Kadr z filmu "Pokot"

Zakończenie pozwala nam wierzyć, że gra może się odwrócić, że zawsze można zacząć od nowa. Trochę właśnie jak w bajce, bo w życiu nie zawsze tak się da.

Zakończenie każdy może interpretować na swój sposób. Ale to prawda, ten film jest trochę bajką. Nagle gaśnie światło i znajdujemy się w zupełnie innej rzeczywistości. Świecie, w którym psy i sarenki biegają razem. To obraz przypominający raj. A bohaterowie tworzą pewną komunę. Nie mówię, że to niemożliwe, ale być może jest to utopia.



Wróćmy jeszcze do postaci Duszejko. Zastanawiam się, czy Pani sama też wierzy w horoskopy?

Nie do końca. Miałam różne momenty, kiedy wierzyłam w rzeczy, które są transcendentne bądź też rzeczy, których nie da się racjonalne wytłumaczyć - czy to w wymiarze religijnym, czy parareligijnym. Ale nie wierzę też, że świat jest tak skonstruowany. Nigdy nie poddałabym się w swoich decyzjach temu, co mówią gwiazdy. Mam przyjaciółkę w Los Angeles, która jest astrolożką z zamiłowania, ale ma cały warsztat astrologiczny u siebie w domu. Cała jej rodzina funkcjonuje według położenia gwiazd i planet. Okazuje się, że ogromny wpływ ma na nas położenie Merkurego. Jeżeli jest na ascendencie (znak zodiaku, który wschodził na horyzoncie w chwili Twojego urodzenia - przyp. red.) z czymś tam, to nie można robić pewnych rzeczy. I ta moja przyjaciółka zmusza rodzinę, żeby w tym momencie nie wychodzili z domu, nie jechali samochodem albo nie kupowali niczego. Kiedyś jej mąż złamał te zasady i kupił wymarzony płaszcz, akurat były wtedy duże przeceny. I następnego dnia go zgubił.

Pani pozwoliła postawić sobie kiedyś horoskop?

Postawiłam sobie horoskop kilka razy. I parę razy się nawet sprawdził. To było dość zaskakujące. Wszystko zaczęło się od mojego pierwszego spotkania z Krzysztofem Zanussim, producentem filmu "Pokot". Byłam jego asystentką przy "Iluminacji". To był film fabularny, ale po części również eseistyczny. Mnie jako jego asystentce przypadło zadanie, polegające na znalezieniu jak największej liczby ludzi, którzy mają coś wspólnego z parapsychologią. Spotkałam wtedy astrologa, chiromantkę, a nawet osobę, która przesuwała siłą woli przedmioty, znajdujące się na stole. To było zresztą bardzo ciekawe doświadczenie. I ta chiromantka mi wywróżyła rozmaite rzeczy, które się sprawdziły. I mówiła konkrety. Powiedziała na przykład, czy urodzę córkę, czy syna i ile będzie ważyć moje dziecko. A kiedy takie rzeczy się dokładnie sprawdzają, to przechodzi dreszcz po plecach. Gdzieś w nas tkwi iskra wiary w coś nieoczywistego i nieracjonalnego. Ale nie układam swojego życia według takich znaków.


© Materiały prasowe

Kadr z filmu "Pokot"

Zakończenie filmu "Pokot" jest trochę inne niż w powieści. Dlaczego?

W powieści też mamy do czynienia z ucieczką od odpowiedzialności. W książce zakończenie jest dość zagmatwane i trudno byłoby to pokazać na ekranie. Istotny jest też tzw. "voice over" (głos narracyjny - przyp.red.).
Słyszymy, że głównej bohaterce zawsze się wydawało, że dorastała w momencie, kiedy ludzie wierzyli w rewolucyjne zmiany. W jakąś sensowność i energię. Teraz już nikt w to nie wierzy, wokół panuje pesymizm i marazm. Tak jednak nie może być, coś się stanie i rzeczywistość narodzi się na nowo. Wydaje mi się, że teraz jesteśmy właśnie w takim momencie.
Rzeczywistość narodzi się na nowo, bo ta, która jest, wydaje się bardzo nietwórcza i negatywna. Czuć wiele nienawiści, złości, frustracji, negatywnej energii. W jakimś sensie mówimy tu więc o personifikacji tej nowej rzeczywistości, której jeszcze nie ma.

© mat. prasowe

Kadr z filmu "Pokot"

Udało się Pani profetycznie pokazać tę naszą rzeczywistość.

Z tego się akurat nie cieszę, bo kiedy Olga Tokarczuk pisała tę powieść, nie było jeszcze w Polsce tej władzy i ministrów podejmujących takie, a nie inne decyzje polityczno-ekologiczne.
To, co dzieje się w tej chwili, zmienia całkowicie Polskę. Wystarczy wspomnieć o ostatniej wycince drzew, wkrótce będziemy żyć w zupełnie innym krajobrazie. I to robią ludzie, którzy mają taką mentalność, jak myśliwi z naszego filmu. Albo jak ksiądz, który myśli, że hasło "czyńcie sobie ziemię poddaną" oznacza, że możemy sobie robić z naturą to, co tylko chcemy. I ona musi być nam podległa, gdy tymczasem natura po prostu kopnie nas w tyłek.


Jaki jest plan na kolejny film? Czy to będzie coś równie bajkowego i feministycznego?

Mam jeden amerykański projekt, który wydaje się być popową wersją "Pokotu". To thriller psychologiczny z silną postacią kobiety, która się mści. Ale nie wiem, czy to zrobię najpierw, czy może zajmę się pracą nad filmem o młodym, walijskim dziennikarzu, który tuż przed II wojną światową podróżuje do ZSRR. Ten młody dziennikarz jest przyjacielem Orwella. To dwa duże projekty. Zobaczymy, który w pierwszej kolejności uda się zrealizować.

Rozmawiała Kinga Czernichowska, dziennikarka wroclaw.naszemiasto.pl i gazetawroclawska.pl

Zdjęcie główne: Adam Guz, Polska Press

Agnieszka Holland

jedna z najwybitniejszych reżyserek i scenarzystek filmowych na świecie. Jej filmy telewizyjne i kinowe były wielokrotnie nagradzane na festiwalach międzynarodowych. Obraz "W ciemności" otrzymał w 2012 roku nominację do Oscara w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny" (reżyserka współpracowała przy nim z Jolantą Dylewską, która zrealizowała zdjęcia do "Pokotu"). Nominację do Oscara zdobyły też "Gorzkie żniwa" i "Europa, Europa" (za ten film Holland otrzymała nagrodę Złotego Globu). Na swoim koncie ma m. in. "Całkowite zaćmienie" z Leonardo DiCaprio i "Trzeci cud" z Edem Harrisem. Była autorką scenariuszy do kilku filmów Andrzeja Wajdy, takich jak "Bez znieczulenia" (1978), "Danton" (1982) czy "Korczak" (1990). Pracowała również przy serialach "Gorejący krzew" i "House of Cards".

Komentarze (16)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

jan (gość)

Agnieszka Holland do mierna reżyser A windują ją lewaki choć większość Polaków ocenia ją negatywnie

Patriota (gość)

nie dość, że kręci gnioty, to sama ma nieźle zryty beret - poczytajcie jak i co wypowiada o Polsce, DŚ.... takim za czasów Polski Walczącej obcinano łeb do zera.

ewa (gość)

od kiedy Hollandowa zaczęła uprawiać oficjalnie uprawiać lewacko- lesbijską politykę nie oglądam jej filmów i nie słucham wypowiedzi.

Jola (gość)

Nie zawsze się zgadzam z tym co mówi pani Holland, ale to wybitny twórca filmowy (House of Cards, Europa, Europa!!!) więc z chęcią pójdę na Pokot. Zwłaszcza, że zauroczył mnie zwiastun.